W pustyni i w puszczy, zakończenie, str. 1
W pustyni i w puszczy, zakończenie, str. 1 |
Radość w obozie kapitana Glena i doktora Clarego nie miała
granic, ale ciekawość abu Anglików wystawiona była na ciężką
próbę. Jeśli bowiem poprzednio nie chciało im się w głowie
pomieścić, by dzieci mogły same przebyć olbrzymie puszcze i pustynie dzielące te strony od Nilu i Faszody, to obecnie nie rozumieli już całkiem, jakim sposobem ten „mały Polak”, jak nazwali Stasia, nie tylko tego dokonał, ale zjawił się przed nimi jako wódz całej karawany, zbrojnej w broń europejską, ze słoniem dźwigającym palankin, z końmi, namiotami i ze znacznymi zapasami żywności. Kapitan rozkładał na ten widok ręce i mówił co chwila: „Clary, dużo widziałem, ale takiego chłopca nie widziałem!” – A poczciwy doktor powtarzał z nie mniejszym zdumieniem: „I małą wyrwał z niewoli – i ją ocalił!” – po czym leciał do namiotów zobaczyć, jak się dzieci mają i czy śpią dobrze. A dzieci, napojone, nakarmione, przebrane i ułożone do snu, spały jak zabite przez cały następny dzień; ludzie z ich karawany tak samo. Kapitan Glen próbował wypytywać o przygody podróży i o Stasiowie czyny Kalego, ale młody Murzyn otworzywszy jedno oko odpowiedział tylko: „Pan wielki wszystko może” – i zasnął znowu. Ostatecznie trzeba było odłożyć pytania i wyjaśnienia do dni następnych. Tymczasem dwaj przyjaciele naradzali się nad odwrotną drogą do Mombassa. Dotarli i tak dalej i zbadali więcej okolic, niż im polecono, postanowili więc wracać niezwłocznie. Kapitana nęciło wprawdzie bardzo owo nie znane w geografii jezioro, ale wzgląd na zdrowie dzieci i chęć oddania ich jak najprędzej stroskanym ojcom przemogły. Doktor jednakże zastrzegł, że trzeba będzie wypocząć na chłodnych wyżynach gór Kenia albo Kilima-Ndżaro. Stamtąd też dopiero uradzili wysłać wiadomość do ojców i wezwać ich, by przybyli do Mombassa. |
| 2008-10-27 10:44:55 |