W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 1
W pustyni i w puszczy, rozdział 9, str 1 |
Khor był szeroki, zasypany na dole kamieniami, między którymi
rosły karłowate cierniste krzaki. Południową jego ścianę stanowiły
wysokie skały, pełne załamań i rozpadlin. Arabowie rozeznali to
wszystko przy świetle cichych, ale coraz częstszych błyskawic.
Wkrótce też odkryli w skalistej ścianie rodzaj płytkiej jaskini, a
raczej obszerny wnęk, w którym ludzie łatwo mogli się pomieścić i w
razie wielkiej ulewy znaleźć przed nią schronienie. Wielbłądy
pomieściły się też wygodnie na lekkim wzniesieniu, tuż przed
wnękiem. Beduini i dwaj Sudańczycy pozdejmowali z nich ciężary i
siodła, by mogły dobrze wypocząć, a Chamis, syn Chadigiego, zajął
się tymczasem ścinaniem krzaków cierniowych na ognisko. Duże,
pojedyncze krople deszczu spadały ciągle, ale ulewa rozpoczęła się
dopiero wówczas, gdy już ludzie rozłożyli się na nocleg. Z początku były to jakby sznurki wody, potem powrozy, a w końcu zdawało się, że całe rzeki zlatują z niewidzialnych chmur na ziemię. Takie to właśnie dżdże, które zdarzają się raz na kilka lat, wzdymają nawet w zimie wodę w kanałach i w Ni1u, a w Adenie napełniają olbrzymie cysterny, bez których miasto nie mogłoby wcale istnieć. Staś nigdy w życiu nie widział nic podobnego. Na dnie khoru począł szumieć potok, wejście do wnęku zasłaniały jakby firanki wody, naokół słychać było tylko plusk i bełkotanie. Wielbłądy stały na wzniesieniu i ulewa mogła co najwyżej sprawić im kąpiel, jednakże Arabowie wyglądali co chwila, czy nie grozi zwierzętom niebezpieczeństwo. Ludziom natomiast miło było siedzieć w zabezpieczonej od deszczu jaskini, przy jasnym ogniu z chrustu, który nie zdążył zamoknąć. Na twarzach malowała się radość. Idrys, który zaraz po przybyciu rozwiązał Stasiowi ręce, aby mógł jeść, zwrócił się teraz do niego i rzekł uśmiechając się wzgardliwie:. |
| 2008-10-14 18:11:11 |