W egipskich pustyniach nie masz takich dzikich zwierząt, przed którymi wilki czułyby trwogę, i dlatego widok ten zaniepokoił wielce sudańskich Arabów. Cóż by to być mogło? Czyżby na

W pustyni i w puszczy, rozdział 8, str 1

Noc bladła. Ludzie mieli już siadać na wielbłądy, gdy nagle
spostrzegli pustynnego wilka, który wtuliwszy ogon pod siebie
przebiegł wąwóz
tłumacz przysięgły o sto kroków od karawany i wydostawszy się na
przeciwległe płaskowzgórze biegł dalej z wszelkimi oznakami
strachu, jakby uciekał przed jakimś nieprzyjacielem. W egipskich pustyniach nie masz takich dzikich zwierząt, przed którymi wilki czułyby trwogę, i dlatego widok ten zaniepokoił wielce sudańskich Arabów. Cóż by to być mogło? Czyżby nadchodziła już pogoń? Jeden z Beduinów wdrapał się szybko na skałę, ale zaledwie spojrzał, zsunął się z niej jeszcze prędzej. – Na proroka! – zawołał zmieszany i przelękły – chyba lew bieży ku nam i jest już tuż!.
A wtem spoza skał ozwało się basowe: „wow”, po którym Staś i
Nel zakrzyknęli razem:
– Saba! Saba!
Ponieważ po arabsku znaczy to: lew, więc Beduini przestraszyli
się jeszcze bardziej, lecz Chamis roześmiał się i rzekł:
– Ja znam tego lwa. To powiedziawszy gwizdnął przeciągle – i w tejże chwili olbrzymi brytan wpadł między wielbłądy.
Ujrzawszy dzieci skoczył
ku nim, przewrócił z radości Nel, która wyciągnęła do niego ręce,
wspiął się na Stasia, następnie skowycząc i poszczekując obiegał
oboje kilkakrotnie, znów przewrócił; znów wspiął się na Stasia i
wreszcie, ległszy u ich stóp, począł ziać. Boki miał zapadłe, z wywieszonego języka spadały mu płaty piany, machał jednak ogonem i podnosił oczy pełne miłości na Nel, jakby jej chciał powiedzieć: „Ojciec twój kazał mi cię pilnować, więc oto jestem!”.

2008-10-14 18:10:20