Stasiowi jednak ściskało się serce nie tylko żalem i obawą, lecz i wstydem. Temu, co się stało, nie był wprawdzie winien, natomiast przypomniał sobie swoją dawną chełpliwość, któ

W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 2

– Twoje, mała żmijo?– syknął przez zaciśnięte zęby Sudańczyk. – To znaczysz drogę dlatego, by twój ojciec wiedział, którędy nas ścigać? I tak mówiąc uderzył ją korbaczem, strasznym batem arabskim, który przecina nawet skórę wielbłąda. Nel, lubo owinięta w gruby pled, krzyknęła z bólu i ze strachu, lecz Gebhr nie zdołał uderzyć jej po raz drugi, gdyż Staś skoczył w tej chwili jak żbik; uderzył go głową w piersi, a następnie chwycił za gardło. Stało się to tak niespodzianie, że Sudańczyk upadł na wznak, a Staś na niego i obaj poczęli przewracać się po ziemi. Chłopak na
swój wiek był wyjątkowo silny, jednakże Gebhr prędko
tłumaczenia warszawa dał sobie z
nim radę, Naprzód oderwał od swego gardła jego dłonie, po czym
obrócił go twarzą do ziemi i przycisnąwszy mu pięścią kark począł
smagać korbaczem jego plecy. Krzyk i łzy Nel, która chwytając ręce dzikusa błagała go jednocześnie, by Stasiowi „darował”, nie byłyby się na nic przydały, gdyby nie to, że Idrys przyszedł niespodzianie chłopcu z pomocą. Był on starszy od Gebhra, daleko silniejszy i od początku ucieczki z Gharak-el-Sultani wszyscy stosowali się do jego rozkazów.
Teraz wyrwał korbacz z rąk brata i odrzuciwszy go daleko zawołał: – Precz, głupcze! – Zaćwiczę tego skorpiona! – odpowiedział zgrzytając zębami Gebhr. Lecz na to Idrys chwycił go za opończę na piersiach i popatrzywszy mu w oczy począł mówić groźnym, choć cichym głosem: – Szlachetna2. Fatma zakazała tym dzieciom czynić krzywdy, albowiem wstawiały się za nią. – Zaćwiczę! – powtórzył Gebhr. – A ja ci powiadam, że nie podniesiesz na żadne z nich korbacza. Jeśli to uczynisz, za każde uderzenie oddam ci dziesięć. I począł nim trząść jak gałęzią palmy, po czym tak dalej mówił:














2
Wszyscy krewni Mahdiego nosili tytuł „szlachetnych”. 46 – Te dzieci są własnością Smaina i gdyby które z nich nie dojechało żywe, sam Mahdi (niech Bóg przedłuży dni jego nieskończenie) kazałby cię powiesić. Rozumiesz, głupcze!
Imię Mahdiego sprawiało tak wielkie na wszystkich jego
wyznawcach wrażenie, że Gebhr opuścił natychmiast głowę i jął
powtarzać jakby z przestrachem:
– Allach akbar! – Allach akbar!3
Staś podniósł się zziajany i zbity, ale czuł, że gdyby ojciec mógł
go w tej chwili widzieć i słyszeć, byłby dumny z niego, albowiem nie
tylko skoczył był bez namysłu na ratunek Nel, ale i teraz, choć razy
korbacza paliły go jak ogniem, nie myślał o własnym bólu, a
natomiast począł pocieszać dziewczynkę i wypytywać, czy uderzenia
nie zrobiły jej krzywdy. A następnie rzekł: – Com dostał, tom dostał, ale on się więcej na ciebie nie porwie. Ach, gdybym miał jaką broń! Mała kobietka objęła go obu rękoma za szyję i mocząc mu łzami policzki jęła zapewniać, że nie bardzo ją bolało i że płacze nie z bólu, tylko z żalu nad nim. Na to Staś przesunął usta do jej ucha i rzekł szepcząc: – Nel, nie za to, że mnie zbił, ale za to, że ciebie uderzył, przysięgam, że mu nie daruję. Na tym skończyło się zajście.
W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 2 tłumaczenia warszawa fragment 60

2008-10-14 18:06:12