Wszystko to zabierze najmniej trzy dni. Przedtem nie potrzebujemy męczyć naszych wielbłądów i możemy spokojnie „pić dym” z cybuchów.

W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 2

Czasem obłoki przybierały barwę błękitnawą i tak było aż do wzgórz. Przy wzgórzach bieg wielbłądów zwalniał jeszcze bardziej. Naokół widać było teraz skały sterczące z piaszczystych kopców lub porozrzucane wśród osypisk w dzikim nieładzie. Grunt
tłumaczenia warszawa stawał się kamienisty. Przebyli kilka wgłębień zasianych kamieniami i podobnych do wyschłych łożysk rzek. Chwilami drogę tamowały im wąwozy, które musieli objeżdżać. Zwierzęta poczęły stąpać ostrożnie, przebierając jakby w tańcu nogami wśród suchych i twardych kęp utworzonych przez róże jerychońskie, którymi osypiska i skały pokryte były obficie.
Raz w raz któryś wielbłąd potknął się i widoczne było, że należy im dać wypoczynek. Jakoż Beduini zatrzymali się w zapadłym wąwozie i zsunąwszy się z siodeł, zabrali się do rozwiązywania juków. Idrys i Gebhr poszli za ich przykładem. Poczęto opatrywać wielbłądy, rozluźniać popręgi, zdejmować zapasy żywności i wyszukiwać płaskich kamieni na założenie ogniska. Drzewa suchego ani suchego nawozu, którym posługują się Arabowie, nie było, ale Chamis, syn Chadigiego, nazrywał róż jerychońskich i ułożył z nich spory stos, który zapalił. Przez czas jakiś, gdy Sudańczycy zajęci byli wielbłądami, Staś, Nel i jej piastunka, stara Dinah, znaleźli się razem, w odosobnieniu. Lecz Dinah była bardziej jeszcze przerażona od dzieci i nie mogła słowa przemówić. Owinęła tylko Nel w ciepły pled i siadłszy koło niej na ziemi, poczęła z jękiem całować jej rączki. Staś natychmiast zapytał Chamisa, co znaczy to wszystko, co się stało, ale ów, śmiejąc się ukazał mu tylko swe białe zęby i poszedł zbierać w dalszym ciągu róże jerychońskie. Zapytany następnie Idrys odpowiedział jednym słowem: „zobaczysz” – i pogroził mu palcem. Gdy wreszcie zabłysło
ognisko z róż, które więcej tliły się, niż płonęły, otoczyli je wszyscy
kołem, prócz Gebhra, który został jeszcze przy wielbłądach, i poczęli
jeść placki z kukurydzy oraz suszone baranie i kozie mięso. Dzieci, wygłodzone przez długą drogę, jadły również, choć Nel kleiły się jednocześnie oczy ze snu. Ale tymczasem w mdłym świetle ogniska 45 pojawił się ciemnoskóry Gebhr i połyskując oczyma podniósł w górę dwie małe, jasne rękawiczki i zapytał: – Czyje to? – Moje – odpowiedziała sennym i zmęczonym głosem Nel.
W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 2 tłumaczenia warszawa fragment 40

2008-10-14 18:06:12