W pustyni i w puszczy, rozdział 46, str. 3
W pustyni i w puszczy, rozdział 46, str. 3 |
316
Gdy głos kapitana przebrzmiał, dwaj przyjaciele poczęli
spoglądać na siebie w milczeniu.
– Co to jest? – zapytał wreszcie doktor Clary.
– Oczom nie wierzę! – odpowiedział kapitan.
– To przecież nie złudzenie?
– Nie.
– Wyraźnie napisano: „Nelly Rawlison i Stanisław Tarkowski”.
– Jak najwyraźniej.
– I oni mogą być gdzieś w tych stronach!
– Bóg ich uratował, a więc prawdopodobnie. – Dzięki Mu za to! – zawołał z zapałem doktor. – Ale gdzie ich szukać? – Czy nie ma nic więcej na latawcu? – Jest jeszcze kilka słów, ale w miejscu rozdartym przez gałęzie. Trudno odczytać. Obaj pochylili głowy nad arkuszem i po dłuższym dopiero badaniu zdołali przesylabizować: 317 „Pora dżdżysta dawno minęła.” – Co to ma znaczyć? – zapytał doktor. – To, że chłopiec stracił rachubę czasu. – I w ten sposób chciał mniej więcej oznaczyć datę. Masz słuszność! A zatem ten latawiec mógł być puszczony niezbyt dawno. – Jeśli tak jest, to i oni mogą być niezbyt daleko. Gorączkowa urywana rozmowa trwała jeszcze przez chwilę, po czym obaj zaczęli znów badać dokument i rozprawiać osobno nad każdym wypisanym na nim słowem. Rzecz wydawała się jednak tak nieprawdopodobna, że gdyby to nie działo się w stronach, w których nie było wcale Europejczyków, o sześćset przeszło kilometrów od najbliższego pobrzeża, doktor i kapitan przypuszczaliby, że to chyba niewczesny żart, którego dopuściły się jakieś dzieci europejskie po przeczytaniu dzienników opisujących porwanie albo wychowańcy jakiejś misji. Trudno, jednak było oczom nie wierzyć: mieli przecie latawca w ręku i mało zatarte napisy czerniały przed nimi wyraźnie. Ale i tak wiele rzeczy nie mieściło im się w głowie. W pustyni i w puszczy, rozdział 46, str. 3 fragment 20 |
| 2008-10-27 10:41:51 |