Trawy były żółte i w kłosach, jak dojrzałe żyto. A jednakże ta sucha dżungla dostarczała widocznie obficie żywności dla wielkiej ilości zwierząt, albowiem kilka razy na dzień pod

W pustyni i w puszczy, rozdział 44, str. 1

298 Po dziesięciu dniach drogi karawana przeszła wreszcie przełęcze górskie i weszła w kraj odmienny. Była to obszerna równina, gdzieniegdzie tylko powyginana w niewielkie wzgórza, ale przeważnie płaska. Roślinność zmieniła się zupełnie. Nie było wielkich drzew wznoszących się pojedynczo lub po kilka nad falującą powierzchnią wysokich traw. Gdzieniegdzie tylko sterczały w znacznym od siebie oddaleniu akacje wydające gumę, o pniach barwy koralowej lub parasolowate, ale o uliścieniu rzadkim i dającym mało cienia. Między kopcami termitów strzelała tu i ówdzie w górę euforbia, z gałęziami podobnymi do ramion świecznika. Pod niebem unosiły się sępy, a niżej przelatywały z akacji na akację
tłumacz niemieckiego ptaki z rodzaju kruków, upierzone czarno i biało.
Trawy były żółte i w kłosach, jak dojrzałe żyto. A jednakże ta sucha dżungla dostarczała widocznie obficie żywności dla wielkiej ilości zwierząt, albowiem kilka razy na dzień podróżnicy spotykali znaczne stada antylop gnu, bubalów i szczególnie zebr. Upały na otwartej i bezdrzewnej płaszczyźnie uczyniły się nieznośne. Niebo było bez chmur, dni znojne, a noce niewiele przynosiły wypoczynku. Podróż stawała się z każdym dniem uciążliwsza. W wioskach, na
które natrafiała karawana, dzika niezmiernie ludność przyjmowała ją
ze strachem, ale przeważnie niechętnie, i gdyby nie znaczna ilość
zbrojnych pagazich, a również gdyby nie widok białych twarzy,
Kinga i Saby, podróżnikom groziłoby wielkie niebezpieczeństwo. Staś zdołał za pomocą Kalego dowiedzieć się, że dalej wcale nie ma wiosek i że kraj jest bezwodny. Trudno temu było uwierzyć, bo liczne stada, które spotykano, musiały gdzieś pić. Jednakże opowiadania o pustyni, w której nie ma ani rzek, ani kałuży, przestraszyły Murzynów i rozpoczęło się zbiegostwo. Pierwsi dali przykład M’Kunje i M’Pua. Na szczęście wcześnie dostrzeżono ucieczkę i kanny pościg schwytał ich jeszcze niedaleko obozu, a gdy ich przyprowadzono, Kali przedstawił im za pomocy bambusa całą niewłaściwość ich postępku. Staś zabrawszy wszystkich pagazich miał do nich przemowę, którą młody Murzyn tłumaczył na język miejscowy. Korzystając z tego, że na poprzednim postoju lwy ryczały
całą noc naokół obozu, Staś starał się przekonać swych ludzi, że kto
ucieknie, ten niechybnie stanie się ich łupem, a gdyby nawet nocował
na akacjach, to znajdzie tam straszliwsze jeszcze wobo.
W pustyni i w puszczy, rozdział 44, str. 1 tłumacz niemieckiego fragment 20

2008-10-27 10:34:45