..

W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 4

257
M’Rua i jego niewolnicy poruszyli się i nie przestając
„yancigować” ani na chwilę, posunęli się o kilkanaście kroków
naprzód, ale zbliżali się ostrożnie, albowiem i zabobonny lęk przed
Mzimu, i prosty strach przed słoniem hamowały ich kroki. Widok
Saby przeraził ich na nowo, gdyż poczytali go za wobo, to jest za
wielkiego płowego lamparta, który zamieszkuje tamtejsze okolice
oraz południową Abisynię36 i którego miejscowi mieszkańcy boją się
więcej niż lwa, albowiem mięso ludzkie przekłada nad wszelkie inne
i z niesłychaną zuchwałością napada nawet na zbrojnych mężczyzn. Uspokoili
tłumacz warszawa się jednak widząc, że mały brzuchaty Murzynek trzyma straszliwego wobo na powrozie. Ale nabrali jeszcze większego
wyobrażenia o potędze dobrego Mzimu jak również białego pana i
spoglądając to na słonia, to na Sabę, szeptali sobie wzajem: „Jeżeli
oczarowali nawet wobo, to któż na świecie im się oprze?” Lecz
najuroczystsza chwila nadeszła dopiero wówczas, gdy Staś
zwróciwszy się ku Nel skłonił się naprzód głęboko, a następnie
porozsuwał urządzone jak firanki ściany palankinu i ukazał oczom
zgromadzonych dobre Mzinu. M’Rua i wszyscy wojownicy padli na twarz, tak że ciała ich utworzyły długi żywy pomost. Nikt nie śmiał
się ruszyć, a trwoga zapanowała we wszystkich sercach tym większa,
gdy King, czy to na rozkaz Stasia, czy z własnej ochoty, podniósł do
góry trąbę i zaryczał potężnie, a za jego przykładem ozwał się Saba
najgłębszym basem, na jaki umiał się zdobyć. Wówczas ze
wszystkich piersi wyrwało się podobne do błagalnego jęku: „Aka!
aka! aka!” – i trwało dopóty, dopóki Kali znów nie przemówił:
– O, M’Ruo i wy, dzieci M’Ruy! Oddaliście cześć dobremu
Mzimu, więc wstańcie, patrzcie i napełnijcie nim oczy wasze,
albowiem kto to uczyni, będzie nad nim błogosławieństwo Wielkiego
Ducha.
Wygnajcie też strach z piersi i brzuchów waszych i wiedzcie, że tam gdzie przebywa dobre Mzimu, krew ludzka nie może być przelana. Na te słowa, a zwłaszcza wskutek oświadczenia, że wobec dobrego Mzimu śmierć nie może nikogo spotkać, podniósł się M’Rua, a za nim inni wojownicy i poczęli patrzyć nieśmiało, ale














36
E. Reclus – Lefebre: Voyage en Abissynie. chciwie, na dobrotliwe bóstwo. Jakoż musieliby przyznać, gdyby Kali zapytał o to po raz drugi, że ani ich ojcowie, ani oni nie widzieli nic podobnego. Oczy ich przywykły bowiem do poczwarnych,
wyrobionych z drzewa i z włochatych kokosowych orzechów postaci
bożków, a teraz stało przed nimi na grzbiecie słonia jasne bóstewko,
łagodne, słodkie i uśmiechnięte, podobne do białego ptaka i zarazem
do białego kwiatu. Toteż strach ich przeszedł; piersi odetchnęły swobodniej, grube wargi poczęły się uśmiechać, a ręce mimo woli wyciągać się do cudownego zjawiska.

2008-10-24 10:21:24