barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 35, str. 4

– Ale na co tyle? – pytała rozciekawiona dziewczynka. Więc Staś począł jej
reklama sms wyłuszczać swoje zamysły i nadzieje. Wypisze oto na każdym latawcu, jak się zowią, jak wyrwali się z rąk derwiszów, gdzie są i dokąd idą. Wypisze także, że proszą o pomoc i o przesłanie depeszy do Port-Saidu. Potem zaś będzie puszczał te latawce zawsze, gdy wiatr będzie wiał z zachodu na wschód.
– Wiele ich – mówił – upadnie niedaleko, wiele zatrzymają góry,
ale niech choć jeden doleci do brzegu i wpadnie w ręce europejskie
wówczas jesteśmy ocaleni!
Nel zachwycona była pomysłem i oświadczyła, że z mądrością
Stasia nawet King nie może się porównać. Była też zupełnie pewna, że mnóstwo latawców doleci nawet do tatusiów – i obiecywała kleić je od rana do wieczora.
Radość jej była tak wielka, że Staś w obawie, by nie dostała gorączki, musiał hamować jej zapał. I odtąd prace, o których mówił Staś, rozpoczęły się na dobre. Kali, któremu kazano nałapać jak najwięcej skaczących ryb, przestał je łowić na wędkę, a natomiast urządził z cienkich bambusów wysoki płot, a raczej rodzaj kraty – i zastawę tę przeciągnął w poprzek rzeki. W środku kraty był duży otwór, przez który ryby musiały koniecznie przepływać chcąc dostać się na wolną wodę. Otwór ten zastawiał Kali mocną siecią, uplecioną ze sznurków palmowych; w ten sposób zapewnił sobie obfite codzienne połowy. Napędzał zaś ryby do zdradzieckiej sieci za pomocą Kinga, który, wprowadzony w wodę, mącił ją i burzył tak niesłychanie, że nie tylko owe srebrne skoczki, ale wszelkie inne stworzenia umykały, ile mogły, ku niezmąconej toni. Zdarzały się z tego powodu i szkody,
gdyż kilkakrotnie uciekające krokodyle przewracały kratę, a czasem
czynił to i sam King, żywiąc bowiem do krokodylów jakąś wrodzoną
nienawiść ścigał je, a gdy znalazły się na płytkich wodach, chwytał je
trąbą, wyrzucał na brzeg i rozdeptywał zawzięcie.

2008-10-24 10:18:41