Kali zawiadomił o tym pomyślnym wypadku Stasia, ten jednak popatrzył na niego, jakby go wcale nie rozumiał, i poszedł dalej. Minąwszy kępę krzaków, w której pentarek nie znalazł, zbl
W pustyni i w puszczy, rozdział 30, str. 4 |
Po drodze spotkał Kalego, który poszedł zobaczyć, czy zły
Mzimu zjadł ofiarowane mu wczoraj mięso. Młody Murzyn kochając
małą bibi modlił się także za nią, ale modlił się w całkiem odmienny
sposób. Mówił mianowicie złemu Mzimu, że jeśli bibi wyzdrowieje,
to on mu co dzień przyniesie kawałek mięsa, ale jeśli umrze, to chociaż się go boi i choć wie, że potem zginie, tak mu przedtem skórę wyłupi, że złe Mzimu na wieki go popamięta. Nabrał wszelako dobrej otuchy, gdyż złożone wczoraj mięso znikło. Mógł wprawdzie porwać je jaki szakal, ale mógł i Mzimu przybrać na się postać szakala. Kali zawiadomił o tym pomyślnym wypadku Stasia, ten jednak popatrzył na niego, jakby go wcale nie rozumiał, i poszedł tłumaczenia ustne dalej. Minąwszy kępę krzaków, w której pentarek nie znalazł, zbliżył się do rzeki. Brzegi jej zarośnięte były wysokimi drzewami, z których zwieszały się na kształt długich pończoch gniazda remizów, ślicznych żółtych ptaszków z czarnymi skrzydłami, a także i gniazda os podobne do wielkich róż, ale koloru szarej bibuły. W jednym miejscu rzeka tworzyła szeroki na kilkadziesiąt kroków rozlew, porośnięty w części papirusem. Na tym rozlewie roiło się zawsze ptactwo wodne. Były tam bociany takie same jak nasze europejskie i bociany o wielkim, grubym dzióbie zakończonym hakiem, i czarne jak aksamit ptaki o nogach czerwonych jak krew – i flamingi, i ibisy, i białe z różowymi skrzydłami warzęchy mające dzioby podobne do łyżek – i żurawie z koronami na głowach, i mnóstwo kulików, pstrych i szarych jak myszy, biegających szybko tam i na powrót, niby drobne duchy leśne, na długich, cienkich jak słomki nóżkach. Staś zabił dwie duże kaczki pięknej cynamonowej barwy i depcąc po nieżywych białych motylach, których tysiące zaścielały brzeg, rozejrzał się naprzód dobrze, czy na mieliźnie nie ma krokodylów, po czym przeszedł przez wodę i podniósł zdobycz. Strzał rozproszył oczywiście ptactwo; pozostały tylko dwa stojące o kilkanaście kroków dalej i zadumane nad wodą marabuty, podobne do dwóch starców o łysych, wciśniętych między ramiona głowach. Te nie poruszyły się wcale. Chłopiec popatrzył przez chwilę na ich obrzydliwe worki mięsne zwieszające się na piersiach, a następnie zauważywszy, że osy zaczynają coraz gęściej krążyć koło niego, powrócił do obozowiska. |
| 2008-10-22 23:27:46 |