Na to Nel podniosła palec do góry i ozwała się z wielką pewnością: – Jak ja Kingowi powiem, to King poniesie wszystko. – Jakież ładunki poniesie, jeśli ich mało co zostanie?
W pustyni i w puszczy, rozdział 29, str. 1 |
200
W ciągu kilku dni Nel spędzała wszystkie chwile, w których
deszcz nie padał, u Kinga, który już nie sprzeciwiał się jej odejściu
zrozumiawszy, że dziewczynka wraca po kilka razy dziennie. Kali,
który w ogóle bał się słoni, patrzył na to z nadzwyczajnym
zdumieniem, ale w końcu doszedł do przekonania, że potężne dobre
Mzimu oczarowało olbrzyma, i począł go także odwiedzać. King
zachowywał się względem niego jak również względem Mei
życzliwie, ale tylko jedna Nel robiła z nim, co chciała, tak że po
tygodniu ośmieliła się nawet przyprowadzić mu i Sabę. Dla Stasia
była to wielka ulga, gdyż mógł z całym spokojem pozostawiać Nel
pod opieką, czyli jak się wyrażał: pod trąbą słonia – i chodzić bez
żadnej obawy na polowanie, a nawet czasem zabierać z sobą Kalego.
Był też teraz pewien, że zacne zwierzę nie opuściłoby ich już w
żadnym razie, i począł się namyślać, jak je z zamknięcia uwolnić.
A właściwie mówiąc, sposób wynalazł on już dawno, ale
wymagający takiej ofiary, że bił się z myślami, czy go użyć, a
następnie odkładał to z dnia na tłumacz angielski dzień. Ponieważ nie miał z kim o tym pomówić, postanowił wtajemniczyć ostatecznie w swe zamiary Nel, chociaż uważał ją za dziecko. – Skałę można wysadzić prochem – rzekł – ale na to trzeba będzie popsuć mnóstwo ładunków, to jest powyciągać z nich kule, wysypać proch i zrobić z niego jeden wielki nabój. Taki nabój wcisnę w najgłębszą szparę, jaka się w środku znajdzie, następnie zatkam i podpalę. Wówczas skała rozpadnie się na kilka lub kilkanaście części i Kinga można będzie wyprowadzić. – Ale jeśli będzie wielki huk, to czy on się nie przelęknie? – To niech się przelęknie! – odpowiedział żywo Staś. – To mnie najmniej obchodzi. Z tobą doprawdy nie warto poważnie mówić. Jednakże mówił dalej, a raczej myślał dalej głośno: 201 – Ale jeżeli użyję za mało ładunków, to skała się nie rozpadnie i zmarnuję je na próżno; jeżeli w dostatecznej ilości, to nam ich niewiele zostanie. A gdyby ich zabrakło przed końcem drogi, wówczas grozi nam po prostu śmierć. Bo z czymże będę polował, czym cię bronił w razie jakiego napadu? Wiesz przecie dobrze, że gdyby nie ta strzelba i nie te naboje, to zginęlibyśmy od dawna albo z rąk Gebhra, albo z głodu. I szczęście to prawdziwe, że mamy konie, bo sami nie moglibyśmy unieść ani rzeczy, ani ładunków. Na to Nel podniosła palec do góry i ozwała się z wielką pewnością: – Jak ja Kingowi powiem, to King poniesie wszystko. – Jakież ładunki poniesie, jeśli ich mało co zostanie? – Będzie nas za to bronił. – Ale nie będzie przecie strzelał z swojej trąby do zwierzyny tak jak ja ze sztucera. W pustyni i w puszczy, rozdział 29, str. 1 tłumacz angielski fragment 20 |
| 2008-10-20 23:05:49 |