Owóż od wyjazdu ich z Faszody upłynęło blisko dwa tygodnie, jasną więc było rzeczą, że nie szli tą najkrótszą drogą, lecz w poszukiwaniu Smaina musieli skręcić znacznie na połu

W pustyni i w puszczy, rozdział 23, str 2

147 Jechali raźnie. Radość z odzyskanej wolności spędziła z piersi Stasia tę zmorę, która dławiła go w nocy. Głowę miał obecnie zajętą
tylko myślą, co dalej czynić, jak wyprowadzić Nel i siebie z okolic, w
których groziła im ponowna niewola u derwiszów, jak radzić sobie
podczas długiej podróży przez puszczę, by nie umrzeć z głodu i
pragnienia, i na koniec: dokąd iść? Wiedział jeszcze od Hatima, że z
Faszody w prostej linii do granicy abisyńskiej nie ma więcej niż pięć
dni drogi – i wyrachował, że wyniesie to około stu mil angielskich. Owóż od wyjazdu ich z Faszody upłynęło blisko dwa tygodnie, jasną więc było rzeczą, że nie szli tą najkrótszą drogą, lecz w poszukiwaniu Smaina musieli skręcić znacznie na południe. Przypomniał sobie, że w szóstym dniu podróży przebyli rzekę, która nie była Nilem, a potem, zanim kraj zaczął się wznosić, przejeżdżali koło jakichś dżdżych błot. W szkole w Port-Saidzie uczono bardzo dokładnie geografii
bramka sms Afryki i Stasiowi została w pamięci nazwa Ballor, oznaczająca rozlewiska mało znanej rzeki Sobbat, wpadającej do Nilu. Nie był wprawdzie pewny, czy pominęli te właśnie rozlewiska, ale przypuszczał, że tak było.
Przyszło mu do głowy. że Smain chcąc
nałapać niewolników nie mógł ich szukać wprost na wschód od
Faszody, gdyż kraj był tam już całkowicie wyludniony przez
derwiszów i ospę, lecz musiał iść ku południowi, w okolice
dotychczas przez wyprawy nie nawiedzane. Staś wywnioskował zFaszody w prostej linii do granicy abisyńskiej ni tego, że idą śladami Smaina – i ta myśl przestraszyła go w pierwszej chwili.

2008-12-19 04:26:14