barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 21, str. 4

” A lew podniósł się, przeciągnął grzbiet i zniżył głowę. Wargi poczęły mu się odchylać, brwi nasunęły się na oczy. Ta drobna jakaś istotka ośmieliła się podejść zbyt blisko – więc gotował się do skoku przysiadając, z drganiem ud, na tylnych łapach. Lecz Staś przez jedno mgnienie oka dostrzegł, że muszka sztucera przypada na czole zwierza, i pociągnął za cyngiel. Huknął strzał. Lew wspiął się tak, że przez chwilę wyprostował się na całą wysokość, po czym runął na wznak, czterema łapami do góry. I w ostatniej konwulsji stoczył się ze skały na ziemię.
Staś trzymał go jeszcze przez kilką minut pod strzałem, lecz widząc, że drgawki ustają i że płowe cielsko wyprężyło się bezwładnie, otworzył strzelbę i założył nowy ładunek. Ściany skaliste rozbrzmiewały jeszcze gromkim echem. Gebhr, Chamis i Beduini nie mogli zrazu dojrzeć, co się stało, gdyż poprzedniej nocy padał deszcz i z powodu wilgoci powietrza dym zasłonił wszystko w ciasnym wąwozie. Dopiero gdy dym opadł, poczęli krzyczeć z radości i chcieli skoczyć ku chłopcu, ale na próżno, gdyż żadna siła nie mogła zmusić koni do kroku naprzód. A Staś zawrócił, objął wzrokiem czterech Arabów i wpił oczy w Gebhra. – Ach, dość! – rzekł zaciskając zęby. – Przebrałeś miarę. Nie
zamordujesz ani Nel, ani nikogo więcej!
I nagle uczuł, że nos i policzki bledną mu znowu, ale było to inne
zimno, płynące nie ze strachu, lecz ze strasznego i nieubłaganego
postanowienia, od którego serce w piersiach czyni się na razie
żelazne. – Tak! To przecie łotry, katy, mordercy, a Nel w ich ręku!. – Nie zamordujesz jej – powtórzył. Zbliżył się ku nim – znów stanął – i nagle z błyskawiczną szybkością podniósł strzelbę do twarzy. Dwa strzały jeden za drugim targnęły echem wąwozu: Gebhr runął na ziemię jak wór piasku, a Chamis pochylił się w kulbace i uderzył krwawym czołem o kark koński.

2008-10-20 11:03:00