– Niech ja tylko całkiem dorosnę, to oni obaczą! – odrzekła spoglądając wojowniczo w stronę Sudańczyków. Ale ponieważ nie rozumiała jeszcze, o co chodziło i dlaczego Arabowie
W pustyni i w puszczy, rozdział 11, str. 2 |
73
Chłopcu przychodziło na myśl, czyby nie spróbować ich
przekupić, ale przypomniawszy sobie ich pełne zapału okrzyki,
ilekroć wspomniano przy nich imię Mahdiego, uznał to za rzecz
niemożliwą. Nie poddał się wszelako biernie wypadkom, albowiem w
tej chłopięcej duszy tkwiła zadziwiająca istotnie energia, którą
podnieciły jeszcze dotychczasowe niepowodzenia. „Wszystko. com
przedsięwziął – mówił sobie – skończyło się na tym, że mnie obito.
Ale choćby mnie mieli co dzień smagać korbaczem, a nawet zabić,
nie przestanę myśleć o tym, by wyrwać Nel i siebie z rąk tych łotrów.
Jeżeli pogoń ich schwyci, to tym lepiej, ja jednak będę tak
postępował, jakbym się jej wcale nie spodziewał.” – I na
wspomnienie o tym, co go spotkało, na myśl o tych zdradliwych i
okrutnych ludziach, którzy po tłumaczenie angielski wyrwaniu mu strzelby okładali go pięściami i kopali, burzyło się w nim serce i rosła zawziętość. Czuł się nie tylko zwyciężonym, lecz i upokorzonym przez nich w swej dumie białego człowieka. Przede wszystkim jednak czuł krzywdę Nel – i to poczucie wraz z goryczą, która zapiekła się w nim po ostatnim niepowodzeniu, zmieniało się w nieubłaganą nienawiść do obu Sudańczyków. Słyszał wprawdzie nieraz od ojca, że nienawiść zaślepia i że poddają jej się tylko takie dusze, które nie umieją zdobyć się na coś lepszego; na razie jednak nie mógł jej w sobie pokonać i nie umiał jej ukryć. Nie umiał zaś tak dalece, że Idrys zauważył ją i począł się niepokoić, zrozumiał bowiem, że w razie jeśli pogoń ich schwyta, nie może już liczyć na wstawiennictwo chłopca. Idrys gotów był zawsze do czynów najzuchwalszych, ale jako człowiek nie pozbawiony rozumu sądził, że należy wszystko przewidzieć i w razie nieszczęścia zostawić sobie jakąś otwartą furtkę ocalenia. Z tego powodu chciał się po ostatnim zajściu jako tako ze Stasiem pojednać i w tym celu na pierwszym przystanku rozpoczął z nim następującą rozmowę: – Po tym, coś zamierzał uczynić – rzekł – musiałem cię ukarać, gdyż inaczej tamci byliby cię zabili, ale zakazałem Beduinom bić cię zbyt mocno. A gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi, tak po chwili mówił dalej: 74 – Słuchaj, sam powiedziałeś, że biali dotrzymują zawsze przysięgi, więc jeśli mi przysięgniesz na twego Boga i na głowę małej bint, że nie uczynisz nic przeciw nam, to nie każę cię na noc wiązać. Staś nie odrzekł i na to ani słowa i tylko z błysku jego oczu Idrys poznał, że przemawia na próżno. Jednakże, mimo namów Gebhra i Beduinów, nie kazał go na noc wiązać, a gdy Gebhr nie przestawał nalegać, odrzekł mu z gniewem: – Zamiast pójść spać będziesz dziś stał na straży. Postanawiam też odtąd, że jeden z nas będzie zawsze czuwał podczas snu innych. I rzeczywiście zmiany straży zaprowadzone zostały od owego dnia na stałe. Utrudniało to i niweczyło w wysokim stopniu wszelkie zamysły Stasia, na którego każdy wartownik zwracał baczną uwagę. Lecz natomiast zostawiono dzieciom większą swobodę, tak że mogły zbliżać się do siebie i rozmawiać bez przeszkód. W pustyni i w puszczy, rozdział 11, str. 2 tłumaczenie angielski fragment 20 |
| 2008-10-14 18:39:36 |