. lecz jestem bez łez, bez litości Dla zwyciężonych.
Słowacki, Beniowski |
Z tego wszystkiego pan Kazimierz śmiał się.
Lecz zakochany w cudownej Anieli, Wyjawić szczerze swoich myśli bał się; Polubił nawet te posągi w bieli, Te groty od lamp tłumacz niemiecki różane – i stał się Nabożnym bardzo w każdej skalnej celi; W każdej albowiem była jego droga I w każdej po niej została część Boga – Woń jakaś, jakiś duch nieprzenikliwy, Co myśli wtrącał i duszę w marzenia. Każdy z nas miał kraj młodości szczęśliwy, Kraj, co się nigdy w myślach nie odmienia. Ja sam, com widział Chrystusa oliwy, Góry z marmuru i góry z płomienia, Wolę – i sądzę najpiękniejszą z krajów Jedną maleńką wieś, pełną ruczajów, Pełną łąk jasnych, gdzie kwitnie wilgotna Konwalia, pełną sosen, kalin, jodeł; Gdzie róża polna błyszczy się samotna, Gdzie brzozy jasnych są kochanką źródeł – A zaś przyczyna temu jest istotna, Że na tych bagnach, gdzie potrzeba szczudeł, Jam wtenczas bujał na młodości piórach, Jasny i chmurny –jako księżyc w chmurach. O Melancholio! nimfo! skąd ty rodem? Czyś ty chorobą jest epidemiczną? Skąd przyszłaś do nas? Co ci jest powodem, Że teraz nawet szlachtę okoliczną Zarażasz? – Nimfo! za twoim przewodem Ja sam wędrówkę już odbyłem śliczną! I jestem dzisiaj – niech cię porwie trzysta! – Nie Polak – ale istny bajronista. Trochę w tym wina jest mojej młodości, Trochę – tych grobów, co się w Polszcze mnożą, Trochę – tej ciągłej w życiu samotności, Trochę – tych duchów ognistych, co trwożą, Palcami grobów pokazując kości, Które się na dzień sądny znów ułożą I będą chodzić skrzypiąc, płacząc, jęcząc, Aż wreszcie Pana Boga skruszą – dręcząc. Prześliczna strofa! mógłbym zacząć od niej Nowy poemat, jak „Sąd ostateczny”; I przy eumenid pokazać pochodni, Jak jest grzech każdy dziwnie niebezpieczny; Jak w jasnym niebie daleko jest chłodniej Niż w piekle, kędy płonie ogień wieczny; Lecz wolę dzieło to rzucić na później, Bo do porządku mnie wołają woźni. Ci woźni są to krytycy. – Kolego, Byłżeś w Arkadii tej, gdzie jezuici Są barankami?. Pasą się – i strzegą Psów; i tym żyją, co ząb ich uchwyci Na pięcie wieszcza. Kraina niczego! Pełna wężowych ślin, pajęczych nici I krwi zepsutej – niebieska kraina, Co za pieniądze bab – truć nas zaczyna. O Polsko! jeśli ty masz zostać młodą I taką jak ta być, co dzisiaj żyje, I być ochrzczona tą przeklętą wodą, Której pies nie chce, wąż nawet nie pije; Jeśli masz z twoją rycerską urodą Iść między ludy jak wąż, co się wije; Jeśli masz zrównać się z podstępnym Włochem: Zostań, czym jesteś – ludzi wielkich prochem! Ale to próżna dla ciebie przestroga! Ciebie anieli niebiescy ostrzegą O każdej czarze – czy to w niej przez wroga, Czyli przez węża i pająka swego Wlane są jady. – Jesteś córką Boga I siostrą jesteś Ukrzyżowanego. Ciebie się żadna trucizna nie imie; Krzyż twym papieżem jest – twa zguba w Rzymie! Tam są legiony zjadliwe robactwa: Czy będziesz czekać, aż twój łańcuch zjedzą? Czy ty rozwiniesz twoje mściwe bractwa, Czekając na tych, co pod tronem siedzą I krwią handlują, i duszą biedactwa, l sami tylko o swym kłamstwie wiedzą, I swym bezkrewnym wyszydzają palcem Człeka, co nie jest trupem – lub padalcem. Lecz pokój z nimi!. Nie, ten brud ruchomy Nie zna pokoju – więc życzenie próżne! Niechaj więc włażą w zakrwawione domy, Niech plwają na miecz – stworzenia ostróżne, Aby zardzewiał, nim będzie łakomy Ich zgiętych karków, niech mają usłużne, W jadzie maczane pióra – dusze w bagnie, Niech żyją: takiej krwi – nikt nie zapragnie. Czołem bijący w marmur Chrystusowy, Kiedym się skarzył na klątwy i zdrady, Tom się i o ten kielich krwi octowy Upomniał – i Grób zaparł się: że gady Z niego nie wyszły – lecz z urwanej głowy Ten polip odrósł i lud wyssał blady. Wygnać go była kiedyś wielka praca. Ma nas za trupa ten szakal – i wraca. Precz z nim, lub jeśli przyczołgnie się żmija, Pod Boga skrzydło kryjmy się i gromy. Słowacki, Beniowski tłumacz niemiecki fragment 60 |
| 2008-11-11 16:46:44 |