Reymont, Chłopi Fragment 80
Reymont, Chłopi |
— Prawda, prawda. A czyje to ziemniaki reklama sms kopiecie? — A Borynowe. — Gospodarza nie widzę, tom i rozeznać nie rozeznał. — Ociec pojechali z moim ano do boru. — A to wy, Anna, jakże się macie? — zwrócił się do młodej, przystojnej kobiety w czerwonej chustce na głowie, która, że ręce miała uwalane ziemią, przez zapaskę ujęła jego rękę i pocałowała. — Jakże się ma ten wasz chłopak, com go to we żniwa chrzcił? — Bóg zapłać dobrodziejowi, zdrów się chowa i coś niecoś bałykuje. — No, zostańcie z Bogiem. — Panu Bogu oddajem. I ksiądz skręcił na prawo, ku cmentarzowi, który leżał z tej strony wsi, przy topolami wysadzonej drodze. Długo za nim spoglądali w milczeniu, na jego smukłą, pochyloną nieco postać, dopiero gdy przeszedł niskie, kamienne ogrodzenie cmentarza i szedł między mogiłami ku kaplicy, co stała wpośród pożółkłych brzóz i klonów czerwonych, rozwiązały się im języki. — Lepszego to i na całym świecie nie znaleźć — zaczęła któraś z kobiet. — Juści, chciały go też zabrać do miasta. żeby ociec z wójtem nie jeździli prosić biskupa, to byśwa go i nie mieli. Kopta no, ludzie, kopta, bo do wieczora mało daleko, a ziemniaków mało wiele! — mówiła Anna wysypując swój kosz na kupę żółcącą się na rozkopanej ziemi, pełnej zeschłych łęcin. Wzięli się chyżo za robotę i w cichości, że ino słychać było dziabanie motyczek o twardą ziemię, a czasem suchy dźwięk żelaza o kamień. Czasami ktoś niektoś wyprostował zgięty i zbolały grzbiet, odetchnął głęboko, popatrzył bezmyślnie na siejącego przed nimi i znowu kopał, wybierał z szarej ziemi żółte ziemniaki i rzucał do kosza, przed się stojącego. Ludzi było kilkanaścioro, przeważnie starych kobiet i komorników, a za nimi bieliły się dwa krzyżaki, u których w płachtach leżały dzieci raz wraz popłakując. — A tak i stara poszła we świat — zaczęła Jagustynka. — Kto? — spytała Anna podnosząc się. — A stara Agata. Reymont, Chłopi fragment 100 |
| 2008-11-20 10:28:09 |