barcelona

Reymont, Chłopi

— Kozieł jest złodziej i cygan, miał z Paczesiową sprawę o świnię i bez złość wygaduje. — I inni mają oczy
reklama sms widzące, mają. — I źle się to skończy, obaczycie. juści, mnie to nic do tego, ale tak myślę, że się Antkom krzywda stała i dzieciom, to i kara przyjść przyjdzie za to. — Pewnie, Pan Jezus nie rychliwy, ale sprawiedliwy. — O Antku tyż coś niecoś napomykali, że tu i ówdzie widywali ich razem, jak się zmawiali. — przyciszyły głosy i rajcowały coraz złośliwiej, i nicowały nieubłaganie całą rodzinę, nie darowując i starej, a litując się nad chłopakami najbardziej. — A bo to nie grzech! Parobki pod wąsem, Szymek ma już dobrze na trzydzieści i żenić mu się nie da, z domu nie popuści i o bele co piekłuje. — Przecie to i wstyd, chłopy tyle, a wszystkie kobiece roboty robią. — By sobie ino Jagusia rączków nie powalała! — A po pięć morgów mają i żenić by się już mogli! — Tyle dziewczyn jest we wsi.

— A wasza Marcycha najdawniej czeka i grunt przyległy do Paczesiowego!

— Baczcie na swoją Frankę lepiej, by się czego z Adamem nie doczekała!

— Stara jest piekielnica, to wiadomo, ale chłopaki też niezguły i ciamajdy!

— Tyle paroby, a matczynej kiecki boją się puścić!

— Puszczą się. już dzisiaj Szymek cięgiem chodzi za Nastką Gołębianką. — Ociec ich by! taki sam, dobrze baczę, a stara za młodu nie lepsza od Jagusi!. — Jaki korzeń, taka nać! — taka córka, jaka mać! Muzyka przycichła, grajkowie jeść poszli na drugą stronę, bo wieczerza się skończyła.


Cicho się nagle uczyniło niby w kościele podczas Podniesienia — po chwili jednak gwar buchnął jeszcze mocniejszy, aż się zakotłowało, wszyscy naraz mówili, krzyczeli a dowodzili sobie przez stoły, że już jeden drugiego nie słyszał. Podali na ostatku, dla wybranych, krupnik, miodem i korzeniami zaprawiony, a reszcie szczodrze stawiali tęgą okowitkę i piwo. Mało kto zważał, co pije, bo już się ze łbów kurzyło niezgorzej i kuntentność rozbierała. Siadali, jak było poręczniej, kapoty rozpinali z gorąca, pokładali się na stołach. Walili pięściami, aż miski podskakiwały, chwytali się wpół, to za orzydla, to ułapiali za szyję a raili, wyżalali się — jak brat przed bratem, kiej ten krześcijan prawy przed krześcijanem i somsiadem. — Źle jest na świecie! Juści! Marnacja człowiekowi a to biedowanie jeno.
Reymont, Chłopi fragment 3660

2008-11-20 10:28:09