..

Reymont, Chłopi

Dajcie ino co dobrego — to zjedzą! I z wolna zaczęli za stoły iść, a usadzać się na ławach. Juści, że na pierwszym miejscu państwo młodzi, a w podle nich ze stron obu co najpierwsi, po uważaniu, po majątku, po starszeństwie aż do druhen i dzieci — a ledwie się pomieścili, choć stoły ustawili wzdłuż trzech ścian. Tylko drużbowie nie siedli, by posługi czynić, i muzykanci. Gwar przycichł, organista stojący odmawiał w glos modlitwę — jeno kowal powtarzał za nim, bo pono na łacinie się rozumiał, a potem przepijali po tym kieliszeczku na zdrowie i dobry smak.


Kucharki wraz z drużbami wnosić poczęły dymiące ogromne donice z jadłem i
tłumaczenia warszawa przyśpiewywały:



Niesiem rosół z ryżem —
A w nim kurę z pierzem!



A przy drugiej potrawie:



Opieprzone słone flaki,
Jedzże, siaki taki!



Muzyka zaś zasiadła pod kominem i przygrywała z cicha piosneczki różne, bych się smaczniej jadło.


Pojadali też przystojnie, wolno, w milczeniu prawie, bo mało kto rzucił jakie słowo, że ino mlaskanie a skrzybot łyżek zapełniały izbę, a gdy sobie już nieco podjedli i głód pierwszy zasycili, kowal znowu flaszkę puścił w kolejkę, przy czym już i poczynali prawić z cicha, i przemawiać do się przez stoły.


Jagusia jedna jakby nic nie jadła, próżno ją Boryna niewolił, wpół brał i jak to dzieciątko prosił, cóż, kiedy nawet mięsa przełknąć nie mogła, utrudzona była wielce i rozgrzana — tyle że to piwo zimne popijała, a oczami wodziła po izbie i coś niecoś nasłuchiwała Borynowych szeptów. — Jaguś, kuntentna jesteś, co? Śliczności ty moje! Jaguś, nie bój się, dobrze ci u mnie będzie, jak i u matuli nie było lepiej. Panią se będziesz, Jaguś, panią. dziewkę ci przynajmę, byś się zbytnio nie utrudzała. obaczysz!. — pogadywał z cicha, a w oczy miłośnie patrzył, na ludzi już nie bacząc, aż się w głos przekpiwali z niego. — Jak ten kot do sperki się dobiera. — A bo też spaśna, kiej ta lepa! — Stary kręci się i nogami przebiera, niczym ten kogut! — Użyje se jucha stary, użyje! — wołał wójt. — Jak ten pies na mrozie — mruknął zgryźliwie stary Szymon. Gruchnęli śmiechem, a młynarz aż się pokładał na stole i pięścią grzmocił z uciechy.


Kucharki znowu zaśpiewały:



Niesiem miski tłustej jagły,
By se chudzielce podjadły!



— Jagno, przychyl no się, to ci coś rzeknę! — mówił wójt, przechylił się za Boryną, bo tuż przy nim siedział, i uskubnął ją w boka — a to mę na chrzestnego proś! — zawołał ze śmiechem i łakomymi oczami po niej wodził, bo mu się strasznie udała. Poczerwieniała mocno, a kobiety na to buchnęły śmiechem i dalejże przekpiwać, dowcipy trefne sadzić i poredzać, jak się ma z chłopem obchodzić! — A pierzynę co wieczór przed kominem nagrzewaj. — Głównie tłusto jeść dawać, a krzepę miał będzie. — I przypodchlibiaj, za szyję często ułapiaj.
Reymont, Chłopi tłumaczenia warszawa fragment 3620

2008-11-20 10:28:09