— A gryzie, gryzie..

Reymont, Chłopi

— A nie potrzeba! — powtórzyli inni chórem. — Cie. w Woli szkoła jest, bez trzy zimy moje dzieci chodziły i co?. To nawet na książce tego pacierza rozebrać nie potrafią. na psa taka nauka! — Matki niechaj pacierza uczą, szkoła nie od tego,
tłumaczenia warszawa ja, wójt, wama mówię. — A niby od czego? — wrzasnął ten z Woli podrywając się z ławy. — Ja, wójt, wama rzeknę, ino pilnie słuchajcie.
zaraz, po pierwsze. — ale nie wywiódł do końca, bo Szymon na cały stół wykrzykiwał, że już ten las sprzedany Żydy ocechowały i rąbać wnet będą, czekają jeno mrozów i sanny. — Niech cechują, na wycięcie poczekają. — wtrącił Boryna. — Do komisarza ze skargą pójdziemy. — Nie to, komisarz zawsze z dziedzicem trzyma, a gromadą iść, rębaczów rozpędzić. — Ani jednego chojaka ściąć nie pozwolić! — Skargę do sądu podać! — Pijcie do mnie, Macieju, nie pora teraz uradzać! Po pijanemu łacno wygrażać choćby i Panu Bogu! — zawołał młynarz nalewając. Nie w smak mu szły te rozmowy i odgrażania, bo się z Żydami był ugodził i miał im drzewo na swoim tartaku przy młynie rznąć. Przepili i z miejsc się podnieśli, bo już zaczęli szykować do wieczerzy i wszelki sprzęt potrzebny znosić na stoły i ustawiać. Ale gospodarze nie zaniechali lasu, jakże, bolączka to była piekąca, więc się stłoczyli w kupę i przyciszywszy głosy przed młynarzem radzili i umawiali się, by do Boryny się zejść i coś postanowić. ale nie skończyli, bo wszedł Jambroży i prosto do nich przystał. Spóźnił się, z dobrodziejem do chorego jeździł aż na trzecią wieś, do Krosnowy, to teraz ostro wziął się do picia, aby dogonić. nie zdążył jednak, bo już starsze kobiety zaśpiewały chórem:



A dokoła, drużbeczkowie, dokoła;
Zapraszajcie dobrych ludzi do stoła!



A na to, rumor czyniąc ławami, odkrzykli drużbowie:



A dyć my już poprosili — już siedzą.
Reymont, Chłopi tłumaczenia warszawa fragment 3600

2008-11-20 10:28:09