Reymont, Chłopi |
Muzyka rznęła siarczyście, zapamiętale, z mazowiecka.
Zbili się wszyscy we drzwiach, to po kątach, przycichli i ze zdumieniem poglądali, a on niezmordowanie hulał i coraz siarczyściej; już się niejedni wstrzymać nie mogli, bo same nogi niesły, więc ino do taktu przytupywali, a co gorętszy dziewczynę tłumaczenia warszawa brał i puszczał się w tany, na nic już nie bacząc! Jagusia, choć mocna była, ale rychło zmiękła i jęła mu przez ręce lecieć, wtedy dopiero przestał i odprowadził ją do komory. — Kiedyś taki chwat, bratem mi jesteś i przy pierwszych chrzcinach w kumotry mnie proś! — wołał młynarz biorąc go w ramiona. Wnet się pobratali gorąco, bo muzyka zaraz zmilkła i zaczął się poczęstunek. Dominikowa, synowie, kowal, Jagustynka uwijali się raźno z pełnymi butelkami i kieliszkami w garściach, a do każdego z osobna przepijali. Józia i kumy roznosiły na przetakach chleb pokrajany i placki. Wrzawa podnosiła się coraz większa, bo każden swoje głośno powiadał, a wszyscy chętnie się do kieliszków brali, bych wesela rzetelnie zażyć. Na ławach pod oknem przysiadł młynarz z Boryną, wójt, organista i co pierwsi gospodarze. Już tam niezgorsza butelka araku krążyła z rąk do rąk, a niejedną kolejką; jeszcze im i piwa donosili — gęsto przepijali, bo się już brać poczynali w ramiona i sielnie kumać! I na izbie dosyć stało narodu, pozbijali się w kupy, jak komu i z kim było do upodoby, poredzali głośno i zabawiali się niezgorzej kieliszkami. A w komorze, oświetlonej lampą pożyczoną od organistów, zebrały się gospodynie z organiściną i młynarzową na czele, po skrzyniach, to ławach przyrzuconych wełniakami godnie się rozsiadły, miód przez zęby cedziły i słodki placek delikatnie palcami poskubywały, a z rzadka jeśli która rzuciła to słowo jakie: słuchały uważnie, co młynarzowa rozpowiadała o dzieciach swoich. Nawet w sieniach była ciżba i jeszcze na drugą stronę się cisnęli, aż Ewka wyganiała, bo szykowali pilnie do wieczerzy, od której już po całym domu zapachy szły smakowite, że niejednemu w nozdrzach wierciło. Młodzież wysypała się przed dom, w opłotki i na przyzby; noc była zimna, cicha a oroszona gwiazdami, to się przechładzali i bawili wesoło, aż się trzęsło od śmiechów, wrzasków i biegań, bo niejedni po sadzie się uganiali za sobą, że starsi krzykali im z okien: — Kwiatuszków szukacie? Byście, dziewczyny, czego innego nie pogubiły po nocy! Słuchał to ich kto? Zaś po pierwszej izbie Jagusia i Nastka Gołębianka chodziły, trzymały się wpół i cięgiem buchały śmiechem, i coś sobie na ucho opowiadały — naglądał za nimi Szymek, starszy Dominikowej, z Nastki oczów nie spuszczał, a co trochę z wódką do niej podchodził, zęby szczerzył i zagadywał. Kowal wystrojony odświętnie, w czarnej kapocie i w portkach na cholewy wyłożonych, uwijał się najraźniej, wszędzie był, ze wszystkimi pił, zapraszał, częstował, rajcował i zwijał się, że coraz to w innej stronie widniał jego rudy łeb i piegowata twarz. Młodzi przetańcowali parę razy, ale krótko i bez wielkiej ochoty, bo się za wieczerzą oglądali. Starsi zaś poradzali, wójt, że był już napity, coraz głośniej mówił, wypuczał się, pięścią w stół walił i nakazywał: — Wójt wama to mówi, to wierzcie. Urzędnik jestem, papier do mnie przyszedł z nakazem, by gromadę zwołać i z morgi grosz jaki na szkołę uchwalić. — Wy sobie, Pietrze, uchwalcie i po dziesiątku z morgi, a my i tego grosza nie damy! — Nie damy! — huknął któryś. — Cicho, trzeba, kiej urzędowa osoba powiada. — Szkoły nam takiej nie potrzeba! — powiedział Boryna. Reymont, Chłopi tłumaczenia warszawa fragment 3580 |
| 2008-11-20 10:28:09 |
Inne artykuły :
- Koperty i papier firmowy
- Inne zastosowania certyfikatu kwalifikowanego
- Mieszkania, w których pozostawiamy wyposażenie
- Metrohouse wkracza do Trójmiasta
- W pustyni i w puszczy, rozdział 5, str.4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 2
- W pustyni i w puszczy, rozdział 15, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 29, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 31, str. 3
- W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 4
- W pustyni i w puszczy, rozdział 44, str. 1
- W pustyni i w puszczy, rozdział 44, str. 3
- Klapy luków technicznych
- HOLOWANIE AUTOBUSU
- Nadwzroczność-Hypermetropia
- SKLEPY CYNAMONOWE, NEMROD
Polecane :
- mieszkania na sprzedaż
- nieruchomości
- bramka www sms
- prezenty
- biuro podróży Kwidzyn
- spadochrony łódź
- zwrot podatku stany
- detox