Ludzie się kwasili po chałupach; jaki taki lazł po tym błocie i deszczu do sąsiadów na wyrzekanie, że to czas taki, co i psa na dwór wygonić trudno, a tu niejeden ściółkę miał jesz
Reymont, Chłopi |
— Mnie słuchaj. Niech ino przyobieca przy świadkach, żeby ino było za co chycić pazurami. sąd jeszcze jest i sprawiedliwość, nie bój się. A tłumaczenia warszawa jest już jedna zaczepka, boć został gront po twojej matce. — Wielka parada, cztery morgi — na mnie i na twoją. — Ale go nie dał tobie ni mojej! A tyle roków sieje i zbiera! Zapłaci wam dobrze za to i z precentami. Przywtórzę raz jeszcze, staremu się w niczym nie przeciw, przychwalaj, przygaduj, na wesele idź, dobrego słowa nie żałuj, a obaczysz, że go narychtujemy. A nie da się dobrocią, to sądy radę mu dadzą. Z Jagusią znacie się dobrze. to i ona mogłaby ci pomóc coś niecoś. jeno jej rzeknij o tym. ona jeszcze lepiej mogłaby starego na naszą stronę przechylić. no, zgoda?. Bo czas mi już iść. — Zgoda! Ino prędko idź, bym ci w pysk nie dał i za wrota nie wyciepnął! — szepnął przez zęby. — Co ty, Antek? Co ty? — bełkotał przestraszony, bo Antek puścił kosę i szedł ku niemu blady, ze strasznymi oczami. — Judasz ścierwa, złodziej! — wychlustywał ze siebie spienioną nienawiścią słowa, aż kowal porwał się i uciekł co tchu. — Rozum mu się psuje czy co? — myślał już na drodze. — Jakże, dobrą radę dałem. a ten?. Reymont, Chłopi tłumaczenia warszawa fragment 3100 |
| 2008-11-20 10:28:09 |