barcelona

Reymont, Chłopi

— Na żebry. — Juści, że na żebry! Hale! nie na słodkości, ino na żebry. Obrobiła krewniaków, wysłużyła się im bez lato, to już ją puściły na wolny dech. — Wróci na zwiesnę, to im naznosi w torebeczkach, a to i cukru, a to i harbaty, a to i grosza coś niecoś; zaraz ją będą miłowały, każą spać w łóżku, pod pierzyną, robić nie dadzą, coby se wypoczena. A wujna, a ciotka jej mówią, póki tego ostatniego szelążka od niej nie wyciągną. A jesienią to już la niej miejsca nie ma w sieni ani we chliwie. Ścierwy, psie krewniaki i zapowietrzone — wybuchała Jagustynka i taki gniew ją przejął, że stara jej twarz posiniała. — Biednemu to zawsze na ten przykład wiatr w oczy — dorzucił jeden z komorników, stary, wynędzniały chłop z krzywą gębą. — Kopta no, ludzie, kopta — popędzała Anna nierada tokowi rozmowy. Jagustynka, że to długo nie mogła bez gadania, to spojrzała na siejącego i rzekła: — Te Paczesie to stare chłopy, że jaże im już kłaki na łbach puszczają. — Ale kawalery zawdy — rzekła insza kobieta. — A tyle dziewuch się starzeje albo i służby szukać idzie. — Przeciech, a one mają cały półwłóczek i jeszcze łączkę za młynem. — Juści, abo to im matka da się żenić. abo to im popuści. — A kto by krowy doił, kto by opierał, kto by kole gospodarstwa abo i śwyń chodził. — Obrządzają se matulę i Jagusię, bo jakże, Jagna kiej pani jaka, kiej i druga dziedziczka, ino się stroi. a myje, a w lusterku przegląda, a warkocze zaplata. — I patrzy ino, kogo by puścić pod pierzynę, któren aby mocny! — dorzuciła znowu ze złym uśmiechem Jagustynka. — Józek Banachów posyłał z wódką — nie chciała.
Reymont, Chłopi fragment 120

2008-11-20 10:28:09