. na jarmarku widziałam go zdrowym.
Reymont, Chłopi |
Władysław Stanisław Reymont
Chłopi Część pierwsza — Jesień Miriamowi (Zenonowi Przesmyckiemu) I — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! — Na wieki wieków, moja Agato, a dokąd to wędrujecie, co? — We świat, do ludzi, dobrodzieju kochany — w tyli świat!. — zakreśliła kijaszkiem łuk od wschodu do zachodu. Ksiądz spojrzał bezwiednie w tę dal i rychło przywarł oczy, bo nad zachodem wisiało oślepiające słońce; a potem spytał ciszej, lękliwiej jakby. — Wypędzili was Kłębowie, co? A może to ino niezgoda?. może. Nie zaraz odrzekła, wyprostowała się nieco, powlekła tłumaczenia warszawa ciężko starymi wypełzłymi oczami po polach ojesieniałych, pustych i po dachach wsi, zanurzonej w sadach. — I. nie wypędzali. jakżeby. dobre są ludzie — krewniaki. Niezgody też nijakiej być nie było. Samam ino zmiarkowała, że trza mi w świat. Z cudzego woza to złaź choć i w pół morza. Trza było. roboty już la mnie nie miały. na zimę idzie, to jakże — darmo mi to dadzą warzę abo i ten kąt do spania?. A że rychtyk i ciołka odsadzili od maci. a i gąski, bo to już zimne nocki, trza zagnać pod strzechę, tom i zrobiła miejsce. jakże, bydlątek szkoda, Boże stworzenie też. A ludzie dobre, bo mię choć latem przytulą, kąta ani tej łyżki strawy nie żałują, że se człowiek kiej jaka gospodyni paraduje. Reymont, Chłopi tłumaczenia warszawa fragment 20 |
| 2008-11-20 10:28:09 |