Panna nie nadto młoda, już pono półwieczna, Lecz gospodyni dobra, osoba stateczna I posażna, bo oprocz swej dziedzicznej wioski Sumką z daru Sędziego powiększała wnioski. Trzeciej par
PAN TADEUSZ, KSIĘGA JEDENASTA |
Tadeusz, lewą dłonią dotykając głowy,
Pozdrowił swych dowódców przez ukłon wojskowy.
Zofija z opuszczonym ku ziemi wejrzeniem
Zapłoniwszy się, gości witała dygnieniem
Od Telimeny pięknie dygać wyuczona).
Miała wianek na głowie jako narzeczona,
tłumacz angielskiego Zresztą ubior ten samy, w jakim dziś w kaplicy Składała snop wiosenny dla Boga Rodzicy. Użęła znów dla gości nowy snopek ziela; Jedną ręką zeń kwiaty i trawy roździela, Drugą swój sierp błyszczący poprawia na głowie; Brali ziółka, całując jej ręce, wodzowie; Zosia znowu dygała w kolej zapłoniona. Wtem jenerał Kniaziewicz wziął ją za ramiona I złożywszy ojcowski całus na jej czole, Podniosł w górę dziewczynę, postawił na stole, A wszyscy klaszcząc w dłonie zawołali: "Brawo!" Zachwyceni dziewczyny urodą, postawą, A szczególnie jej strojem litewskim, prostaczym; Bo dla tych wodzów, którzy w swym życiu tułaczym Tak długo błąkali się w obcych stronach świata, Dziwne miała powaby narodowa szata, Która im wspominała i młode ich lata, I dawne ich miłostki; więc ze łzami prawie Skupili się do stołu, patrzyli ciekawie. Ci proszą, aby Zosia wzniosła nieco czoło I oczy pokazała; ci, ażeby w koło Raczyła się obrócić - dziewczyna wstydliwa Obraca się, lecz oczy rękami zakrywa. Tadeusz patrzył wesoł i zacierał ręce. Czy ktoś Zosi poradził wyjść w takiej sukience, Czy instynktem wiedziała (bo dziewczyna zgadnie Zawsze instynktem, co jej do twarzy przypadnie), Dosyć, że Zosia pierwszy raz w życiu dziś z rana Była od Telimeny za upor łajana, Nie chcąc modnego stroju, aż wymogła płaczem, Że ją tak zostawiono, w ubraniu prostaczem. Spodniczkę miała długą, białą; suknię krótką Z zielonego kamlotu z różową obwódką; Gorset także zielony, różowymi wstęgi Od łona aż do szyi sznurowany w pręgi; Pod nim pierś jako pączek pod listkiem się tuli. Od ramion świecą białe rękawy koszuli, Jako skrzydła motyle do lotu wydęte, U dłoni skarbowane i wstążką opięte; Szyja także koszulką obciśniona wąską, Kołnierzyk zadzierzgniony różową zawiązką; Zauszniczki wyrznięte sztucznie z pestek wiszni, Których się wyrobieniem Sak Dobrzyński pyszni Były tam dwa serduszka z grotem i płomykiem, Dane dla Zosi, gdy Sak był jej zalotnikiem); Na kołnierzyku wiszą dwa sznurki bursztynu, Na skroniach zielonego wianek rozmarynu, Wstążki warkoczów Zosia rzuciła na barki, A na czoło włożyła zwyczajem żniwiarki Sierp krzywy, świeżym żęciem traw oszlifowany, Jasny jak nów miesięczny nad czołem Dyjany. Wszyscy chwalą, klaskają. Jeden z oficerów Dobył z kieszeni portefeuille z plikami papierów, Rozłożył je, ołówek przyciął, w ustach zmoczył, Patrzy w Zosię, rysuje. Ledwie Sędzia zoczył Papiery i ołówki, poznał rysownika, Choć go bardzo odmienił mundur pułkownika, Bogate szlify, mina prawdziwie ułańska I wąsik poczerniony, i bródka hiszpańska. Sędzia poznał: "Jak się masz, mój Jaśnie Wielmożny Hrabio, i w ładownicy masz twój sprzęt podróżny Do malarstwa!" - W istocie był to Hrabia młody, Niedawny żołnierz, lecz że wielkie miał dochody I swoim kosztem cały pułk jazdy wystawił, I w pierwszej zaraz bitwie wybornie się sprawił, Cesarz go pułkownikiem dziś właśnie mianował: Więc Sędzia witał Hrabię i rangi winszował, Ale Hrabia nie słuchał, a pilnie rysował. Tymczasem weszła druga para narzeczona: Asesor, niegdyś cara, dziś Napoleona Wierny sługa; żandarmów oddział miał w komendzie, A choć ledwie dwadzieście godzin był w urzędzie, Już włożył mundur siny z polskimi wyłogi I ciągnął krzywą szablę, i dzwonił w ostrogi. Obok poważnym krokiem szła jego kochanka, Ubrana bardzo strojnie, Tekla Hreczeszanka; Bo Asesor już dawno Telimenę rzucił I aby tę kokietkę tym mocniej zasmucił, Ku Wojszczance afekty serdeczne obrócił. Panna nie nadto młoda, już pono półwieczna, Lecz gospodyni dobra, osoba stateczna I posażna, bo oprocz swej dziedzicznej wioski Sumką z daru Sędziego powiększała wnioski. Trzeciej pary daremnie czekają czas długi. Sędzia niecierpliwi się i wysyła sługi; Wracają: powiadają, że trzeci małżonek, Pan Rejent, szczując kota, zgubił swój pierścionek Ślubny, szuka na łące; a Rejenta dama Jeszcze u gotowalni, choć śpieszy się sama I choć jej pomagają służebne kobiety, Nie mogła w żaden sposób skończyć toalety: Ledwie będzie gotowa na godzinę czwartą. KONIEC CZĘŚCI XI. |
| 2008-11-11 16:08:09 |