I to dziw, rzekł Protazy, że o tej to Zosi, O której rękę teraz nasz Tadeusz prosi, Było przed rokiem omen, jakoby znak z nieba! Panną Zofiją, przerwał Klucznik, zwać ją trzeba, Bo ju
PAN TADEUSZ, KSIĘGA JEDENASTA |
Wszystko mu się udało; czy wydrzeć gołębie Na wieży, czy jemiołę oberwać na dębie, Czyli z najwyższej sosny złupić wronie gniazdo, Wszystko umiał; myśliłem: pod szczęśliwą gwiazdą Urodził się ten chłopiec, szkoda, że Soplica! Któż by zgadł, że w nim zamku powitam dziedzica, Męża panny Zofiji, mej Wielmożnej Pani!" Tu skończyli rozmowę, piją zadumani, Słychać tylko niekiedy te krótkie wyrazy: "Tak, tak, Panie Gerwazy" - "Tak, Panie Protazy". Przyzba tykała kuchni, której okna stały Otworem i dym jako z pożaru buchały, Aż z kłębów dymu, niby biała gołębica, Mignęła świecąca się kuchmistrza szlafmyca. Wojski przez okno kuchni, ponad starców głowy Wytknąwszy głowę, milczkiem słuchał ich rozmowy I podał im nareszcie filiżanki spodek Pełen biszkoktów, mówiąc: "Zakąście wasz miodek. A ja wam też opowiem historią ciekawą Sporu, który miał bitwą zakończyć się krwawą, Gdy polujący w głębi Nalibockich lasów Rejtan wypłatał sztukę książęciu Denassów. Tej sztuki omal własnym nie przypłacił zdrowiem; Jam kłótnię panów zgodził, jak tłumacz angielskiego to wam opowiem". Ale Wojskiego powieść przerwali kucharze Pytając, komu serwis ustawiać rozkaże. Wojski odszedł, a starcy, zaczerpnąwszy miodu, Zadumani zwrócili oczy w głąb ogrodu, Gdzie ów dorodny ułan rozmawiał z panienką. Właśnie ułan ująwszy jej dłoń lewą ręką (Prawą miał na temlaku, widać, że był ranny), Z takimi odezwał się słowami do panny: "Zofijo, musisz to mnie koniecznie powiedzieć, Nim zamienim pierścionki, muszę o tym wiedzieć. I cóż, że przeszłej zimy byłaś już gotowa Dać słowo mnie? Ja wtenczas nie przyjąłem słowa: Bo i cóż mi po takim wymuszonym słowie. Wtenczas bawiłem bardzo krótko w Soplicowie, Nie byłem taki próżny, ażebym się łudził, Żem jednym mem spojrzeniem miłość w tobie wzbudził; Ja nie fanfaron, chciałem mą własną zasługą Zyskać twe względy, choćby przyszło czekać długo. Teraz jesteś łaskawa twe słowo powtórzyć: Czymże na tyle łaski umiałem zasłużyć? Może mnie bierzesz, Zosiu, nie tak z przywiązania, Tylko że stryj i ciotka do tego cię skłania; Ale małżeństwo, Zosiu, jest rzecz wielkiej wagi, Radź się serca własnego, niczyjej powagi Tu nie słuchaj, ni stryja próśb, ni namów cioci; Jeśli nie czujesz dla mnie nic oprócz dobroci, Możem te zaręczyny czas jakiś odwlekać, Więzić twej woli nie chcę, będziem, Zosiu, czekać. Nic nas nie nagli, zwłaszcza że wczora wieczorem Dano mi rozkaz zostać w Litwie instruktorem W pułku tutejszym, nim się z mych ran nie wyleczę I cóż, kochana Zosiu?" Na to Zosia rzecze Wznosząc głowę i patrząc w oczy mu nieśmiało: "Nie pamiętam już dobrze, co się dawniej działo, Wiem, że wszyscy mówili, iż za mąż iść trzeba Za Pana; ja się zawsze zgadzam z wolą Nieba I z wolą starszych". Potem spuściwszy oczęta Dodała: "Przed odjazdem, jeśli Pan pamięta, Kiedy umarł ksiądz Robak w ową burzę nocną, Widziałam, że Pan jadąc żałował nas mocno, Pan łzy miał w oczach; te łzy, powiem Panu szczerze, Wpadły mnie aż do serca; odtąd Panu wierzę, Że mnie lubisz; ilekroć mówiłam pacierze Za Pana powodzenie, zawsze przed oczami Stał Pan z tymi dużymi, błyszczącymi łzami. Potem Podkomorzyna do Wilna jeździła, Wzięła mię tam na zimę, alem ja tęskniła Do Soplicowa i do tego pokoiku, Gdzie mnie Pan naprzód w wieczor spotkał przy stoliku, Potem pożegnał; nie wiem, skąd pamiątka Pana, Coś niby jak rozsada w jesieni zasiana, Przez całą zimę w moim sercu się krzewiła, Że, jako mówię Panu, - ustawniem tęskniła Do tego pokoiku, i coś mi szeptało, Że tam znów Pana znajdę, i tak się też stało. Mając to w głowie, często też miałam na ustach Imię Pana - było to w Wilnie na zapustach; Panny mówiły, że ja jestem zakochana: Jużci, jeżeli kocham, to już chyba Pana". Tadeusz, rad z takiego miłości dowodu, Wziął ją pod rękę, ścisnął i wyszli z ogrodu Do pokoju damskiego, do owej komnaty, Kędy Tadeusz mieszkał przed dziesięcią laty. Teraz bawił tam Rejent, cudnie wystrojony, I usługiwał damie, swojej narzeczonej, Biegając i podając sygnety, łańcuszki, Słoiki i flaszeczki, i proszki, i muszki; Wesoł, na pannę młodą patrzył tryumfalnie. Panna młoda kończyła robić gotowalnię; Siedziała przed źwierciadłem radząc się bóstw wdzięku; Pokojowe zaś, jedne z żelazkami w ręku Odświeżają nadstygłe warkoczów pierścionki, Drugie klęcząc pracują około falbonki. Gdy się tak Rejent bawi ze swą narzeczoną, Kuchcik stuknął doń w okno: kota postrzeżono. Kot wykradłszy się z łozy prześmignął po łące I wskoczył w sad pomiędzy jarzyny wschodzące; Tam siedzi, wystraszyć go łacno z rozsadniku I uszczuć, postawiwszy charty na przesmyku. PAN TADEUSZ, KSIĘGA JEDENASTA tłumacz angielskiego fragment 100 |
| 2008-11-11 16:08:09 |