Zbyt trwożliwą roztropność nie godzicie z stanem: Znać, czuć, mówić, dać przykład — to jest być kapłanem. Milczenie, w skutkach bywasz złe, lecz nie w istocie; Zrzuć barwę, co ci
Krasicki, Pochwały milczenia |
Mniej od miecza rażonych na placu poległo
Niż tych, co w jadzie dzielne, w złych skutkach zamożne,
Zgubiło jedno słowo, wolne, nieostrożne.
Niegdyś zbrodnią to było, co dziś żartem mienią.
Płochość z głupstwem nie znają, co wielbią i cenią:
Nieszczęśliwie uwolnion od cnotliwej dziczy,
tłumaczenia ustne Przywykł sprośnym wyrazom słuch czujny, dziewiczy. Stąd młodsze gdy w ubite starszych wchodzą tropy, Pełno widziem Mesalin, rzadkie Penelopy. Święta niemoto, gdybyś opanować chciała Te usta, z których zbrodnia szkaradna, zuchwała, Jak z źródła, gdy obficie w zarazie wytryska, Śmie z świętości żart czynić, a z cnoty igrzyska. Wznieś porę pożądaną i wiekom pamiętną! Niech zdrajcy, co mądrości znieważyli piętno, Piętno właściwe cnocie, które nienawidzą, Niech poznają, co szpecą, i niechaj się wstydzą; A jeśli głos wznieść śmieją, daj tego doczekać, Niech mają dar mówienia, ażeby odszczekać. Milczenie, sprawco myśli! w twoim łonie, żywa, Wznosi się, działa, krzewi, poznaje, odkrywa, Z twych łożysk buja; wolna od zmyślnej katuszy, Wywyższona, poznaje, jaka dzielność duszy; Szuka celu, choć widzi wyższy nad jej silność, Nie objęty żądaniem, tłumiący usilność, Przecież się lotem wzmaga, a w zapędy płodna, O świętowymowne Wtenczas, gdy uszy podchlebstw wdziękom niewarowne, Uszy pieszczone panów, do pochwał przywykłe, Za korzyść biorąc brzęki łudzące i znikłe, Słyszą pochwałę zbrodni, jak by cnotą była: Wieleż dzielność milczenia zbrodni poprawiła! Zdało się być przystępne, lecz umysł, co błądził, Świętą niemotę z czasem, czym była, osądził. Serc niewinnych okraso, skromności i wstydzie, Nie daj się szerzyć słowom ku twojej ohydzie, Wznoś żądze ku milczeniu, ażeby cię strzegło. Mniej od miecza rażonych na placu poległo Niż tych, co w jadzie dzielne, w złych skutkach zamożne, Zgubiło jedno słowo, wolne, nieostrożne. Niegdyś zbrodnią to było, co dziś żartem mienią. Płochość z głupstwem nie znają, co wielbią i cenią: Nieszczęśliwie uwolnion od cnotliwej dziczy, Przywykł sprośnym wyrazom słuch czujny, dziewiczy. Stąd młodsze gdy w ubite starszych wchodzą tropy, Pełno widziem Mesalin, rzadkie Penelopy. Święta niemoto, gdybyś opanować chciała Te usta, z których zbrodnia szkaradna, zuchwała, Jak z źródła, gdy obficie w zarazie wytryska, Śmie z świętości żart czynić, a z cnoty igrzyska. Wznieś porę pożądaną i wiekom pamiętną! Niech zdrajcy, co mądrości znieważyli piętno, Piętno właściwe cnocie, które nienawidzą, Niech poznają, co szpecą, i niechaj się wstydzą; A jeśli głos wznieść śmieją, daj tego doczekać, Niech mają dar mówienia, ażeby odszczekać. Milczenie, sprawco myśli! w twoim łonie, żywa, Wznosi się, działa, krzewi, poznaje, odkrywa, Z twych łożysk buja; wolna od zmyślnej katuszy, Wywyższona, poznaje, jaka dzielność duszy; Szuka celu, choć widzi wyższy nad jej silność, Nie objęty żądaniem, tłumiący usilność, Przecież się lotem wzmaga, a w zapędy płodna, Poznaje przyszłą istność, czuje, czego godna. |
| 2008-11-26 09:58:06 |